Kilka dni temu kupiłem w osiedlowym secondhandzie t-shirt. Stary był i powyciągany, ale miał w sobie, a raczej na sobie to „coś”. Dwóch uśmiechających się czarno-białych facetów, od których nie mogłem oderwać wzroku. To właśnie oni przekonali mnie żebym zainwestował w koszulkę o aparycji podłogowej szmaty niemałe pieniądze. Wiecie co? Minął tydzień, a ja nie żałuję ani jednego z 300 wydanych na nią groszy. Po powrocie do domu długo myślałem co z nią zrobić. Myślałem, myślałem i wymyśliłem…
Do reanimacji starego, ale jarego t-shirta użyłem:













Po co te makaronizmy? Nie znasz słowa nadruk, że print piszesz?
Bosko podoba się :)
fajna sprawa. Super wyszła koszulka :)
Dzięki :) myślę już o kolejnej przeróbce, zdjęcia wkrótce.